Recenzja

"Dzień ostatnich szans" - Robyn Schneider

I pomyśleć, że takie historie dzieją się wśród nas. Dotykają jedynych bardziej, drugich mniej ale pomimo tego, że jest to fikcja literacka to opowiedziana została prosto, po ludzku, tak jakby wydarzyła się niedawno, gdzieś blisko... Jedna z najlepszych książek tego roku, zdecydowanie najlepsza wśród książek YA, które dotychczas przeczytałam. Zapraszam na recenzję książki „Dzień ostatnich szans”.

Lane jest poukładanym siedemnastolatkiem z planem na życie. Pragnie dostać się na dobrą uczelnię i ukończyć ją z wyróżnieniem a później znaleźć prestiżową pracę. Jego plan zostaje brutalnie przerwany w momencie gdy dowiaduje się, że zachorował na lekooporną gruźlicę. Chłopak trafia do zamkniętego ośrodka leczniczego gdzie poznaje Sadie, która jest jego zupełnym przeciwieństwem. Dziewczyna stara się czerpać z życia pełnymi garściami. Liczy się dla niej tylko tu i teraz, nie robi planów na przyszłość. Żadne z nich nie dopuszcza do siebie myśli, że każda chwila może być tą ostatnią.

„Ale my wszyscy byliśmy zbyt chorzy, żeby kwalifikować się na obiekty uczuć. Nie miało znaczenia, jak zdrowo wyglądamy. Każde z nas mogło jutro rano obudzić się na poduszce zbryzganej krwią i z dziurą w płucach tak bolesną, że nie dałoby się tego wytrzymać, gdyby dołożyć jeszcze złamane serce.” Tłumaczenie: Aga Zano

„Dzień ostatnich szans” to druga książka w dorobku Robyn Schneider, która zadebiutowała głośnym tytułem „Początek wszystkiego”. Powieść będzie miała premierę 26.02 i ukaże się nakładem wydawnictwa Otwartego (Moondrive). Tytuł zaliczany jest do powieści młodzieżowych, aczkolwiek przekazuje on tak uniwersalne i ponadczasowe wartości, że z pewnością przypadnie do gustu niejednemu starszemu czytelnikowi. Tak właśnie było ze mną. Nie wiedziałam do końca czego spodziewać się po tej książce. „Początek wszystkiego” uznawany jest przez wiele osób za totalny niewypał – obawiałam się, że z „Dniem ostatnich szans” może być podobnie. Ku mojej uciesze, okazało się, że jest to nie tylko ciepła i przejmująca powieść ale też fenomenalny punkt zapalny do przemyśleń na temat swojego życia. Jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało to po lekturze takich książek automatycznie włącza się myślenie pt. „nie doceniam tego co mam”.

Głównym problemem poruszanym w książce jest kruchość życia chorujących. Niepewność o to czy idąc spać, będziemy w stanie się następnego dnia podnieść z łóżka. Czy krótki bieg nie spowoduje ataku serca a osoba, z którą zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, kolejnego dnia nie będzie martwa. Jak, w obliczu śmiertelnej choroby, motywować ludzi do życia? Jak zachęcać ich do dalszego odkrywania świata i zawierania przyjaźni, jeśli odcina się ich od wszystkiego co znajduje się poza ośrodkiem? Wreszcie, jak wykorzystać te krótkie chwile by nasz ostatni dzień nie okazał się dniem straconych szans? Jestem pod wrażeniem tego jak autorka w prosty sposób przekazała skomplikowane, często mroczne i przytłaczające emocje bohaterów. Doceniam również to, że książka nie jest przesłodzona. Nie odnajdziecie w niej wyidealizowanych postaci czy nierealnych wydarzeń. Historia jest krótka ale nie zmieniłabym w niej niczego. Akcja toczy się powoli, bez większego zaskoczenia, jednak w pewnym momencie przyspiesza i trzyma czytelnika w niepewności aż do ostatnich stron. Piękna, mądra, wyjątkowa. Zdecydowanie warta każdej minuty, którą przeznaczyłam na jej przeczytanie.

Jeśli polubiliście „Promyczka” to istnieje duże prawdopodobieństwo, że „Dzień ostatnich szans” pokochacie :) Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i polecam ten tytuł z całego serca :)

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Otwartemu/Moondrive.

Moja ocena: 
6

Autor

  • Robyn Schneider

    Jest pisarką i vlogerką. Ukończyła Uniwersytet Columbia, gdzie studiowała kreatywne pisanie, oraz Uniwersytet Pensylwanii, gdzie zdobyła tytuł magistra bioetyki. Obecnie mieszka w Los Angeles.

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.