Recenzja

"Zanim zniknę" - Anna Dąbrowska

Ostatnio pisałam dla Was recenzję najnowszej książki Madsa Peder Nordbo pt. „Zimny strach”. Dałam autorowi drugą szansę i sięgnęłam po jego kolejną powieść. Tak samo było w przypadku Anny Dąbrowskiej. Jej „Nauczyciel tańca” średnio mi się podobał, więc postanowiłam zapoznać się z jej najnowszą powieścią „Zanim zniknę” i sprawdzić czy jej styl rzeczywiście mnie nie zachwyca. Co wyszło z tego ponownego spotkania? O tym w dzisiejszym wspisie. Zapraszam!

Osiemnastoletnia Wiktoria, po śmierci ojca, zmuszona jest przez matkę do przeprowadzki w inne, zupełnie obce sobie miejsce. Młoda dziewczyna buntuje się i nie jest zadowolona z takiego obrotu sytuacji. W nowym mieście czeka na nią prywatna szkoła artystyczna, w pełni opłacona przez partnera jej mamy. Kiedy Wiktoria niechętnie zaczyna uczęszczać na lekcje, okazuje się, że w jej klasie jest chłopak, na widok, którego serce zaczyna jej mocniej bić. Jak dalej potoczy się to zauroczenie?

„Zanim zniknę” to kolejna już książka w dorobku Anny Dąbrowskiej. Powieść swoją premierę miała we wrześniu 2018 roku i ukazała się nakładem wydawnictwa Lira. Tak jak wcześniej wspomniałam, po ten tytuł sięgnęłam z czystej ciekawości i chęci sprawdzenia czy autorka jest w stanie skonstruować powieść, która mnie zachwyci. Po nieudanym spotkaniu z „Nauczycielem tańca” miałam wobec najnowszej książki spore nadzieje. I kiedy już myślałam, że dotarłyśmy się z Dąbrowską i „Zanim zniknę” będzie strzałem w dziesiątkę to nagle dochodzi do wyjaśnienia całego motywu, na którym zbudowana jest powieść, a ja zaczynam przewracać oczami i wołać o pomstę do nieba (dosłownie). Przykro mi, ale kolejny raz się rozczarowałam...

Sięgając po ten tytuł nie byłam świadoma tego, że będzie to książka młodzieżowa. Mój błąd. Zapewne wtedy nie zdecydowałabym się na jej lekturę w ogóle. Literaturę młodzieżową czasem czytam, nie zrozumcie mnie źle, jednak uważam, że książki tego typu łatwo jest zepsuć lub przekolorować i sprawić, że są zbyt słodkie. Tak też się stało w tym przypadku. Historia, która miała spory potencjał w połowie objętości książki, zaczęła się sypać. Nagle zrobiło się niewiarygodnie, ckliwie i po prostu nudno. Nie mogłam się nadziwić jak technicznie dobra książka może zostać zabita przez końcówkę fabuły. Dodatkowo sprawy nie ułatwia fakt, iż Wydawnictwo zdecydowało się na spoilery w opisie książki oraz na jej okładce. Sam tytuł mówi wiele... Nic nikomu nie sugerując.

Przyznać trzeba jedno – postaci stworzone przez autorkę w „Zanim zniknę” są dużo bardziej wiarygodne i realne aniżeli bohaterowie „Nauczyciela tańca”. Cieszę się, że żadna z postaci nie jest przerysowana, nie posługuje się dziwnym, wymuszonym slangiem i nie jest, najzwyczajniej w świecie, irytująca. Pomimo tego, że mamy do czynienia z bohaterami nastoletnimi, którzy sami z siebie często mają trudne charaktery, to opisywane sytuacje nie budzą w starszym czytelniku zażenowania. Do pewnego momentu pomysł na fabułę się broni. Młoda dziewczyna przechodzi przez trudny okres w swoim życiu, popełnia błędy, z których później wyciąga wnioski. Towarzyszy jej rezolutny, kreatywny chłopak, który pomaga jej wyjść z każdej opresji obronną ręką. Czy to trochę nazbyt cukierkowe? Mi nie przeszkadzało.

Tym co najbardziej intryguje jest fakt, iż twórczość Anny Dąbrowskiej powszechnie jest oceniana bardzo dobrze. Sytuacja ta wskazuje na to, że są to książki, które zdecydowanie trzeba przeczytać samemu aby stwierdzić czy należycie do ich fanów czy przeciwników. Ja niestety po więcej książek autorki już nie sięgnę. Najwidoczniej po prostu nie jestem dobrym odbiorcą twórczości Dąbrowskiej :)

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira.

Moja ocena: 
3

mój bookstagram

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.