Recenzja

„Himalaistki” - Mariusz Sepioło

„(…)szczęście znajdujemy w przezwyciężaniu trudności. Kiedy wszystko idzie jak po maśle, nie ma zmartwień, życie staje się nudne(…). A dla mnie taki stan nie ma sensu. Żeby przeżyć coś naprawdę, żeby coś zostało we mnie na dłużej, muszę mieć pod górkę.”. Cytat autorstwa Anny Okopińskiej, jednej z bohaterek poniższej recenzji. A na tapet weźmiemy dzisiaj książkę pt. „Himalaistki”, autorstwa Mariusza Sepioło. Zapraszam.

Kobiety w drodze na szczyt. W środowisku, który pełen jest męskiego szowinizmu i dyskryminacji. Uważane za słabsze, gorzej zorganizowane, niepewne. Każda z nich nie raz spojrzała śmierci w oczy, część z nich straciła życie w drodze po upragniony rekord. Góry są po to, żeby w nich żyć, a nie umierać – mówią te, którym udało się wrócić. O swoją pozycję musiały walczyć dwa razy ciężej niż niejeden mężczyzna, nierzadko tracąc przy tym zdrowie. Kim były i kim są kobiety, które pokonują każdą górę? Himalaistki. O nich dzisiaj.

„Himalaistki” to książka, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak we wrześniu 2017 roku. Autorem reportażu jest Mariusz Sepioło, który publikuje w największych polskich tytułach prasowych, m.in. „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce”, „Gazecie Wyborczej” i „Wysokich Obcasach Extra”. Nie ukrywam, że od momentu, w którym dowiedziałam się, że takowa publikacja ma zostać wydana, bardzo chciałam po nią sięgnąć. Pomimo tego, że nie jestem wytrawnym piechurem, pasjonatką wspinaczki czy aspirującą himalaistką, to historie podróżnicze i biografie często niesamowicie mnie inspirują. Większość z nazwisk, które widnieją na okładce była mi nieznana. Co nieco słyszałam o Wandzie Rutkiewicz, Kindze Baranowskiej czy Agnie Bieleckiej – wiedza raczej podstawowa, bardziej ze słyszenia niż zainteresowania. Sięgnęłam po tę pozycję z wielkimi oczekiwaniami… i nieco się zawiodłam.

Pierwszym na co zwróciłam uwagę było wydanie, oprawa graficzna książki. Tutaj nie ma się do czego „przyczepić”. Jakość zdjęć jest rewelacyjna. Sposób ułożenia tekstu, typografia, kolorystyka – wszystko na plus. Dzięki temu, że książka posiada oprawę półtwardą, można ją swobodnie wyginać bez obawy, że ulegnie ona zagięciu. Ogromny plus dla tych, którzy tak jak ja, nienawidzą łamać grzbietów :) Z pewnością będzie to idealna pozycja na prezent.

Na 311 stronach odnajdziecie historię 14 kobiet, które w znaczny sposób przyczyniły się do rozwoju damskiego himalaizmu w Polsce i na świecie. Czy taka objętość jest odpowiednia do tak dużej ilości postaci? Moim zdaniem nie. Książka spokojnie mogłaby mieć jeszcze około 200 stron, na których można by było bardziej rozbudować reportaż o każdej z bohaterek. Historie są skondensowane, krótkie… lecz momentami zbyt skrótowe. Autor miał też duży problem z zachowaniem chronologii wydarzeń. Czasem skakał po zdarzeniach i mniej zorientowany czytelnik może się w nich zagubić.

Do kogo kierowana jest ta książka? Na pewno nie do osób, które są zaawansowanymi wspinaczami, pasjonatami gór – uważam, że nie odnajdą w niej niczego, czego już by nie wiedzieli. Z pewnością też nie dla osób, które z górami nie mają żadnej styczności – zabraknie im bowiem znajomości podstawowych zwrotów używanych w opisach, dotyczących sprzętu, nazewnictwa gór i miejsc, w których odbywa się akcja. Uważam, że będzie to idealna pozycja dla tych, którzy chcą mieć w swojej biblioteczce namiastkę polskiego himalaizmu w pigułce. Znają góry, coś kiedyś słyszeli o rakach, czekanach, poręczowaniu czy wspinaczce. Są ciekawi tego jakie różnice można odnaleźć pomiędzy tym rodzajem sportu, kiedyś a dziś. Dla tych, którzy słyszeli o Wandzie Rutkiewicz ale nie mają pojęcia kim była Halina Kruger-Syromska, Anna Okopińska, Dobrosława Miodowicz-Wolf, Alicja Bednarz, Ewa Panejko-Pankiewicz czy Joanna Piotrowicz. A na koniec, dla tych, którzy chcą poznać nowe twarze polskiego himalaizmu, który z roku na rok rozwija się coraz prężniej.

Książkę polecam, jednak tak jak wspomniałam, nie wszystkim. Jest to lektura przeznaczona dla wąskiego grona odbiorców. Jeśli należysz do tej grupy czytelniczej, to będzie to z pewnością pozycja, która Cię ucieszy i zaciekawi.

Za przekazanie egzemplarza do recenzji, dziękuję wydawnictwu Znak.

 

 

Moja ocena: 
4.02

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.