Recenzja

"Gdybym jej uwierzył" - Klaudia Kloc-Muniak

Gdzieś już to czytałam... Kojarzy mi się to z czymś... Wiem jak to się skończy! Trzy myśli, które kołatały mi się w głowie podczas lektury książki „Gdybym jej uwierzył” Klaudii Kloc-Muniak. Czy warto po nią sięgnąć? O tym w dzisiejszym wpisie :) Zapraszam!

Julia Przybysz to młoda biotechnolog, która z dnia na dzień porzuciła swoje życie w Katowicach na rzecz nowej pracy na Podkarpaciu. Kobieta ma pełnić funkcję samodzielnego asystenta badawczego w firmie biotechnologicznej. Szybko okazuje się, że firma prowadzi testy, których nie wykazuje w oficjalnych danych a osoby, które mają do nich dostęp należą do bardzo wąskiego grona. Kiedy w życiu Julii pojawia się były chłopak a ona czuje, że ktoś zaczyna ją śledzić, nagle dochodzi do wydarzeń, które zmieniają cały jej świat...

„Gdybym jej uwierzył” to literacki debiut Klaudii Kloc-Muniak, który swoją premierę miał w październiku 2017 roku. Ważnym dla mnie jest aby podkreślać fakt, iż książka jest debiutem, pierwszą powieścią napisaną przez autorkę. Czy to ma znaczenie? Dla mnie kluczowe. Inaczej podchodzę do oceny historii wykreowanej przez wprawionego pisarza, a inaczej do twórczości laika, osoby początkującej.

Zacznę od tego, że „Gdybym jej uwierzył” nie jest powieścią, która czymkolwiek zaskoczy nałogowych czytelników wszelkiego rodzaju thrillerów, sensacji czy kryminałów. Takich historii, które znajdziecie w tej książce, przeczytaliście już bardzo wiele. Fabuła jest spójna, ciekawa ale to wszystko już było... Dodatkowo wyobraźni nie pobudza bardzo obszerny opis fabuły na okładce książki. Mam wrażenie, że jest to opis zbyt szczegółowy, streszczający niemalże 3/4 historii, która rozegra się na kartach powieści. Jeśli zamierzacie sięgnąć po ten tytuł to odradzam czytanie ww. streszczenia :)

Jeśli jednak skupić się na plusach to mi najbardziej odpowiadał język jakim posługiwała się autorka. Momentami zostajemy zasypani dużą ilością fachowego słownictwa, zwrotami, które osoba nie mająca na co dzień styczności z chemią, nie będzie w stanie zrozumieć. Według mnie jest to atut, ponieważ w moich oczach powieść nabiera przez to wiarygodności. Mamy młodą biotechnolog, która referuje swoim znajomym pracę, którą wykonuje – dla głównej bohaterki użycie fachowego słownictwa jest czymś naturalnym, tak samo jak naturalnym jest zdziwienie i niezrozumienie ze strony rozmówcy. Jestem w stanie uwierzyć, że taka sytuacja mogłaby mieć miejsce i być może sama autorka (z wykształcenia biotechnolog) miała w życiu takie doświadczenia. Bardzo odpowiadał mi również styl pisania Klaudii, który przypominał mi trochę amerykańskie thrillery medyczne. Czuć, że autorka musiała ich dotychczas przeczytać całkiem sporo :)

Aspektem, nad którym warto popracować w przyszłości są dialogi. Niestety część z nich brzmi sztucznie i jest mało przekonująca. Najbardziej rzuca się to w oczy przy rozmowach policjantów, którzy zostali przedstawieni w dość stereotypowy sposób.

Czy polecam książkę? I tak, i nie. Zdecydowanie nie jest to tytuł dla czytelników, których opisałam wyżej – takich, którzy już niejeden thriller medyczny w życiu przeczytali. Myślę, że będzie to dobra lektura, dla tych z Was, którzy nie mają wielkich oczekiwań względem powieści – potrzebują jedynie spójnej historii, napisanej fajnym językiem.

Wiem również, że Klaudia ma w planach wydać kolejną/kolejne książki, także opierając się na pozytywnych wrażeniach z „Gdybym jej uwierzył” jestem bardzo ciekawa jak dalej rozwinie się jej twórczość. Potencjał jest! :)

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję autorce.

Moja ocena: 
3

Autor

  • Klaudia Kloc-Muniak

    Pochodzi z małej miejscowości koło Dębicy na Podkarpaciu. Z wykształcenia biotechnolog, absolwentka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Pracuje w innowacyjnej firmie biotechnologicznej Tecrea w Londynie na stanowisku research scientist. Wolne chwile poświęca największej pasji, czyli książkom. Uwielbia swoją czarną kotkę - Fiśkę.

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.