Recenzja

"Och, Elvis!" - Marika Krajniewska

Och, Pani Mariko! Och, drodzy czytelnicy! „Och, Elvis!” to tak ciepła historia, że idealnie nada się na letnią, lekką lekturę. Jeśli właśnie takowej potrzebujecie – to zapraszam na dzisiejszą recenzję :)

„Przyjaciółki, które ukradły urnę i zniknęły!” to tak w skrócie :) Alicja, Gienia i Marysia to seniorskie trio, które energii ma więcej niż niejeden nastolatek. Szalone kobiety, które znają się już od wielu lat, a które to połączyła wzajemna niechęć do wspólnego wroga. Pewnego dnia przyjdzie im zmierzyć się z tym, czego obawiały się najbardziej. Kiedy jedna z nich umiera, pozostała dwójka postanawia spełnić największe marzenie przyjaciółki i „pokazać” jej grób Elvisa. Postanawiają wykraść urnę z prochami i przetransportować ją do Stanów Zjednoczonych, w poszukiwaniu miejsca pochówku Presleya w Memphis. Czy ta misja się powiedzie? Czy starczy im sił aby ciągle uciekać i zacierać za sobą ślady?

„Och, Elvis!” to kolejna książka autorstwa Mariki Krajniewskiej. Powieść miała premierę w lipcu 2018 roku i ukazała się nakładem wydawnictwa Czwarta Strona. Moją uwagę przykuła przepiękna okładka, na której widnieje uroczy pies. I mimo tego, że książek po okładce nie powinno się oceniać, to właśnie ona spowodowała, że chciałam po ten tytuł sięgnąć.

Historia znajomości głównych bohaterek opisywana jest dwutorowo – w czasie teraźniejszym i wspomnieniach z lat ich młodości. Czytelnik zostaje zaskoczony niesamowitym, a zarazem dość smutnym, początkiem przyjaźni trzech kobiet. Alicja, Gienia i Marysia wspierają się w trudnej sytuacji i postanawiają iść przez życie razem. Nie jest to historia łatwa, ale bardzo pouczająca i wzruszająca. Można by rzec, że do bólu prawdziwa – mogłaby się wydarzyć naprawdę. W książce poznajemy również Joannę, trzydziestolatkę, która prowadzi dom spokojnej starości. Kobieta zmaga się z życiem u boku apodyktycznej, wiecznie niezadowolonej matki, która stawia jej wysokie oczekiwania. Pojawia się również wnuk Alicji, który przybywa na pogrzeb dawno niewidzianej babci.

Autorka zwraca w swojej powieści uwagę na szereg problemów, które dotyczą każdego z nas. Zawirowania miłosne, zdrady, poszukiwanie wsparcia, przyjaźni ale też pragnienie bliskości które dają nam ważne dla nas osoby. Bez tego ciężko jest funkcjonować, zaś z bliskimi u boku jesteśmy w stanie „przenosić góry”. Akcja książki nie jest zawrotna, można by rzecz, że czasami jest nawet zbyt statyczna. Zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu tym czytelnikom, którzy od fabuły nie wymagają zawrotnego tempa. Zamiast tego mamy dużo opisów, które pozwalają nam dobrze rozeznać się w emocjach targających głównymi bohaterami. Przedstawione sytuacje nie są czarno-białe i oczywiste, a każda z nich skłania do refleksji. Pomimo spokojnego tempa w książce nie zabraknie momentów zaskoczenia. Myślę, że nikt z Was nie spodziewa się takiego zakończenia :)

„Och, Elvis!” to idealna pozycja dla tych z Was, którzy szukają ciepłej, refleksyjnej lektury na letnie wieczory. Czasem bawi, czasem wzrusza i dzięki temu połączeniu ma szansę zostać z czytelnikiem na dłużej. Polecam :)

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji, dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Moja ocena: 
5.04

Autor

  • Marika Krajniewska

    Urodziła się i wychowała w Petersburgu, wakacje spędzała w ukraińskich Czerkasach, a od ponad dwudziestu lat jest związana z Polską. Na co dzień przeciwdziała uprzedzeniom opartym na krzywdzących stereotypach. Wyznaje zasadę łączenia zamiast dzielenia: krajów, narodów, kultur. Pisze książki i scenariusze filmowe. Jest reżyserką i producentką krótkometrażowego filmu fabularnego „Głód”, który został doceniony na międzynarodowych festiwalach. [źródło: Czwarta Strona]

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.