Recenzja

"Czy umrę, nim się zbudzę?" - Emily Koch

Niełatwo jest stworzyć ciekawą i wciągającą historię kiedy do dyspozycji mamy jedno pomieszczenie, główny bohater jest w śpiączce i nic nie wskazuje na to aby sytuacja miała się jakkolwiek zmienić. Jak z tym trudnym zadaniem poradziła sobie Emily Koch? O tym w dzisiejszej recenzji :) Zapraszam!

Alex był kiedyś dziennikarzem, kochał sport, a w szczególności wspinaczkę. W wyniku nieszczęśliwego wypadku mężczyzna zapadł w śpiączkę, z której nie może się wybudzić – taka jest oficjalna wersja. Nieoficjalna zaś pokazuje, że mężczyzna doskonale rozumie co się wokół niego dzieje i usilnie walczy o to aby porozumieć się z otaczającym go światem. Na jaw wychodzą też niepokojące fakty, które rzucają cień na początkowo przyjętą tezę, iż wypadek Alexa był jedynie przypadkiem. Czy ktoś „pomógł” mężczyźnie w upadku ze skały?

„Czy umrę nim się zbudzę?” to debiut literacki wielokrotnie nagradzanej dziennikarki, Emily Koch. Książka miała premierę w lipcu 2018 roku i ukazała się nakładem wydawnictwa Sonia Draga. Znamy już przeszłości inne dzieła, których głównym bohaterem jest osoba przebywająca w śpiączce – chociażby głośny film z 2007 roku „Motyl i skafander”. Czy taka tematyka powieści może jeszcze zaskoczyć? Uważam, że tak ;)

Aspektem, który determinuje to, że o tym tytule będę jeszcze długo pamiętać, jest niesamowite poczucie dyskomfortu, które czuje czytelnik podczas lektury. Główny bohater jest świadom tego co się wokół niego dzieje – słyszy, czuje. Może jedynie płakać, chociaż jego łzy traktowane są jedynie jako skutek uboczny, coś niekontrolowanego. Czytając tę historię i dialog wewnętrzny Alexa ma się ochotę krzyczeć, wstać, zrobić coś... Te uczucia potęgują tylko poczucie beznadziejności i braku kontroli, której my jako czytelnicy i tak mamy niewiele. Jednak normalnie, w innych książkach, mamy jeszcze szansę na doping głównych postaci w przezwyciężaniu przeciwności losu, kierowaniu się ku dobremu zakończeniu czy zmianie swoich zachowań. W przypadku powieści „Czy umrę nim się zbudzę?” tej nadziei nie ma. Pozostaje jedynie bierne przyglądanie się temu co dzieje się wokół głównego bohatera.

Jak już wspomniałam, uważam, że autorka postawiła sobie wysoko poprzeczkę jak na swoją pierwszą książkę. Trudno jest napisać dobrą, wciągającą historię kiedy do dyspozycji mamy jedynie głównego, przykutego do łóżka bohatera, szpitalną salę i kilka postaci przewijających się wokół łóżka Alexa. Moim zdaniem Emily Koch wybrnęła z tej trudności obronną ręką. Historia mnie nie nudziła, nie rozczarowała i niesamowicie zaciekawiła. Czy z medycznego punktu widzenia ma sens? Nie wiem :) Nie mnie to oceniać. Przekonuje mnie jednak fakt, iż w podziękowaniach autorka wymienia szereg osób, które są zaangażowane w nauki medyczne, ale też ludzi, którzy sami kiedyś w śpiączce byli, a którzy to użyczyli autorce swoich przeżyć i wspomnień.

Ciekawym, aczkolwiek nie do końca udanym, zabiegiem jest wplecenie w historię wątku kryminalnego. Czuć, że autorka miała dobry pomysł ale nie do końca wiedziała jak go zrealizować. Gdyby oceniać książkę w kategorii powieści obyczajowych to byłaby rewelacyjna. Jeśli zaś koniecznie chcemy włożyć ją w ramy thrillera to można się na niej zawieść...

Podsumowując, „Czy umrę nim się zbudzę?” to ciekawa, zaskakująca lektura, która spodoba się wielu czytelnikom, lecz tylko pod warunkiem, że nie będą oczekiwali po niej niesamowitych zwrotów akcji czy fabuły mrożącej krew w żyłach i fenomenalnego wątku kryminalnego – tego tu nie ma. Znaleźć tu można niesamowity dyskomfort, trudne emocje, dramat głównego bohatera i jego rodziny. Bardzo dobrą historię bazującą na emocjach. Ja polecam :)

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.

Moja ocena: 
5.04

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.