Recenzja

"W żywe oczy" - J.P. Delaney

Absolutnie doskonały thriller psychologiczny, który się kocha... albo nienawidzi! Książka, która podzieliła czytelników na dwa obozy. Przez jednych nazwana irracjonalną, przez drugich wychwalana na niezwykłe emocje. Do której grupy odbiorców należę ja? O tym w dalszej części dzisiejszego tekstu :)

Claire to młoda studentka aktorstwa, która dorywczo pracuje w firmie detektywistycznej, pomagając im zdemaskować niewiernych mężów. Pewnego dnia na jej drodze staje Patrick Fogler, tłumacz, wykładowca uniwersytecki. Dzień później policja odkrywa zwłoki jego żony, w pokoju hotelowym, w którym kobieta kilka godzin wcześniej widziała się z Claire. Jak doszło do tego brutalnego morderstwa? Dlaczego kobieta usilnie ostrzegała Claire przed Patrickiem? Czy jest on zamieszany w mord własnej żony?

„W żywe oczy” to druga książka w literackim dorobku J.P. Delaneya. Powieść ukazała się nakładem wydawnictwa Otwartego we wrześniu 2018 roku. Wcześniej miałam już okazję czytać „Lokatorkę”, której autorem jest Delaney. Uważam, że była to jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w 2017 roku. Z uwagi na pozytywne doświadczenia z poprzednią powieścią autora, miałam wobec tegorocznej premiery bardzo duże oczekiwania. Przed lekturą starałam się nie czytać żadnych recenzji, nie zasięgać języka u innych czytelników. Wolałam do „żywych oczu” podejść z czystą głową. Przyznam szczerze, że to co zaproponował nam autor przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Zacznijmy od tego, że „W żywe oczy” to lektura, której nie sposób sobie dawkować. Nie mam tutaj mowy o powolnym czytaniu, delektowaniu się literaturą czy odłożeniu jej po kilku rozdziałach. Kiedy przeczytałam kilka pierwszych stron to nie mogłam się od niej oderwać. Napięcie jakie towarzyszyło mi podczas czytania było niesamowite. Każdy rozdział kończył się w taki sposób, że zachęcał do tego aby przeczytać kolejny... Jeszcze jeden... Jeszcze... Któregoś razu spóźniłam się przez tę książkę do pracy. Mam nadzieję, że to wyraźnie pokazuje jak bardzo byłam niechętna do rozstania się z nią :)

Autor opisał historię w wielu krótkich rozdziałach, co zdecydowanie przypadło mi do gustu. Książka nie jest „przegadana”, nie ma w niej wodolejstwa czy zbędnych opisów. Duża ilość dialogów pozytywnie wpływa na budowanie szybkiego tempa powieści. Dodatkowo Delaney genialnie manipuluje czytelnikiem i niejednokrotnie udało mu się wyprowadzić mnie w pole. Kiedy już sądziłam, że dokładnie wiem o co chodziło autorowi, nagle pojawiało się takie wydarzenie, które kompletnie temu przeczytało. Majstersztyk.

Jedyne do czego, moim zdaniem, można się przyczepić, jest ciut zbyt wymyślne zakończenie. Mam wrażenie, że w ostatnich rozdziałach Delaneya już za mocno fantazja poniosła. Owszem, totalnie mnie zaskoczył, ale też jednak ciut przegiął. Oczywiście dzięki temu, że cała reszta lektury była fenomenalna, zakończenie jestem w stanie mu wybaczyć, jednak nie było by uczciwe gdybym nie wspomniała, że było ono słabsze niż reszta książki.

Komu polecam? Absolutnie wszystkim! Bez wyjątku! :) Będzie idealna dla fanów thrillerów ale też początkujących czytelników, który dopiero zapoznają się z tym gatunkiem. Genialna, trzymająca w napięciu, nieprzewidywalna. Przeczytajcie, bo warto :)

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Moja ocena: 
6

Autor

  • JP Delaney

    Urodził się w Ugandzie w 1962 roku. Studiował literaturę angielską w St Peter’s College w Oksfordzie. Dużo podróżuje w poszukiwaniu wyjątkowych potraw i smaków. Owocem tych poszukiwań są artykuły pisane do „Sunday Times”. Opublikował między innymi powieści Afrodyzjak, Ulotny urok kawy czy Oficer ślubny.

mój bookstagram

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.