Recenzja patronacka

"Zaczekaj na mnie" - Lidia Liszewska, Robert Kornacki

Jeśli czytaliście „Napisz do mnie” to wiecie, że autorzy zgotowali nam, czytelnikom, niesamowicie niepokojące i pełne napięcia zakończenie pierwszej. Można powiedzieć, że dosłownie zdołali wypalić nam dziurę w sercu... Czy „Zaczekaj na mnie” jest w stanie ją zalepić? O tym w dzisiejszej recenzji :)

Po odczytaniu tajemniczego listu od Kosmy, Matylda próbuje wrócić do normalnego życia. Jej dni wypełnia opieka nad dziećmi, jednak w głębi serca nadal nie może zapomnieć o swoim partnerze. Decyduje się na sprzedaż ich wspólnie remontowanego domu i odcięcie od przeszłości na dobre. Czy Kosma jeszcze gdzieś tam jest? Czeka na nią? Czy powinna porzucić swoje dotychczasowe życie i udać się w poszukiwania utraconej miłości? Jak postąpi Matylda, kiedy na horyzoncie pojawi się zainteresowany nią mężczyzna?

„Zaczekaj na mnie” to druga, po „Napisz do mnie” powieść napisana przez literacki duet Lidii Liszewskiej i Roberta Kornackiego. Powieść swoją premierę ma 19 września 2018 roku i ukaże się nakładem wydawnictwa Czwarta Strona. Recenzję poprzedniego tomu możecie znaleźć już na blogu [tutaj]. Jeśli czytaliście „Napisz do mnie”, a zakładam, że tak, bo bez jej znajomości nie ma sensu sięgać po „Zaczekaj na mnie”, to jesteście świadomi tego, że autorzy mają niezwykły talent do tego, aby wywoływać w czytelnikach niesamowite emocje. Do tego stopnia, że książkę śledzi się z wypiekami na twarzy. Wychodzą nas za nos, podpowiadają błędne tory myślenia i budują akcję tak, że dopiero na jej końcu można odetchnąć z ulgą. Jeśli jednak liczycie na to, że druga część cyklu będzie mniej emocjonująca i nie pozostawi Was w uczuciowym potrzasku... to nie mam dla Was dobrej wiadomości ;)

Na dobrą sprawę, aby do minimum skrócić recenzję, mogłabym napisać, że wszystko to, co podobało mi się w pierwszej części, możemy znaleźć również w „Zaczekaj na mnie”. Mamy bardzo dojrzałą, świadomą historię miłości, połączoną z ogromną dawką niepewności i kilkoma momentami smutku. Fabuła, która mogła się wydarzyć naprawdę. Do bólu prawdziwa, szczera i bezkompromisowa. Nie znajdziecie tutaj lukrowanych opisów i prostego uczucia. Dzięki temu, że powieść pisana jest przez damsko-męski duet, czuć, że każdy z autorów dał powieści coś od siebie, coś unikalnego, tworząc zupełnie różne od siebie profile postaci. W tej części jest zdecydowanie więcej nostalgii i wspomnień. Nawet bawidamek Kosma, który przechodzi najtrudniejszy czas w swoim życiu, zostaje nam ukazany z zupełnie innej strony. Nadal jest uparty, ma swoje zdanie i kieruje się swoją intuicją, nie bacząc na to co podpowiadają mu inni. Jednak do głosu coraz częściej dochodzi jego emocjonalna, romantyczna część, która wskazuje na to, że w obliczu śmierci wiele tematów musiał przemyśleć.

Matylda zostając sama z dwójką dzieci musi na nowo ułożyć sobie życie. Przez wydarzenia z pierwszej części, kobieta musi udowodnić, że jest w stanie udźwignąć wszystko na własnych barkach. Nie dopuszcza do siebie byłego męża, nie szuka kontaktu z Kosmą. Jednak pomimo postanowienia odcięcia się od przeszłości, wizja szczęśliwego życia u boku ukochanej osoby, nie daje jej spać.

„Zaczekaj na mnie” objętościowo jest dużo krótsza od pierwszej części. Jedni uznają to za plus, drudzy, jak ja, będą tym faktem nieco zasmuceni. Z ręką na sercu przyznam, że nie chciałam się rozstawać z tą historią i jedynie myśl o tym, że pojawi się trzeci tom (w którym mam nadzieję, wszystko się wyjaśni) ratuje moje czytelnicze samopoczucie. Autorzy ponownie sprawili, że po zakończeniu lektury miałam książkowego kaca ;) Cieszę się, że w Polsce pisze się tak uczuciowe, dojrzałe i mądre książki o miłości. Bo przecież nie zawsze musi być kolorowo i z górki ;)

Serdecznie polecam Wam tę serię – mam nadzieję, że się z nią zapoznacie!

Moja ocena: 
6

© 2017 prostymislowami.com | Strona prostymislowami.com używa ciasteczek.